sobota, 14 marca 2015

Uczyń mnie szczęśliwą.

Hej :) Powracam z nową miniaturką, tym razem Blinny. Musicie mi wybaczyć, że taka krótka, ale obiecuję, że następna (Lucmione) będzie już dłuższa. Miłego czytania :)
***
Blaise Zabini zawsze miał wrażenie, że cała jego egzystencja w Hogwarcie jest tylko jedną wielką, niesprawiedliwą grą. W tym momencie nienawidził Dracona Malfoya tak bardzo, że miał ochotę pogrzebać go żywcem w trumnie ze sklątką tylnowybuchową. Blaise od dawna był szaleńczo zakochany w Ginny Weasley. Cwany Malfoy doskonale o tym wiedział, więc dziś na śniadaniu ogłosił to wszystkim Ślizgonom, Gryfonom, Puchonom i Krukonom, słowem cały Hogwart wiedział już, że chłopak ze Slytherinu zakochał się w Gryfonce, i w dodatku przez wielu uznawanych za zdrajczynię krwi! Ale za to jaka była piękna! Ile razy przyłapywał się na patrzeniu na nią podczas kolacji czy śniadania, ile razy myślał o niej podczas lekcji? Po fatalnym początku dnia postanowił udać się na Wieżę Astronomiczną w celu uporządkowaniu myśli. Szedł w milczeniu, od czasu do czasu potykając się o jakiegoś pierwszaka. Kiedy już osiągnął cel swojej podróży i zdał sobie sprawę, kto tam już był, zaparło mu dech w piersiach. Ginny Weasley siedziała na schodach Wieży Astronomicznej, pogrążona w myślach wyglądała jeszcze piękniej niż zazwyczaj. Jej długie rude włosy delikatnie opadały jej na ramiona. W ręku trzymała różdżkę, którą nerwowo się bawiła. W pewnym momencie zdała sobie sprawę, że Zabini ją obserwuje i, ku jego zaskoczeniu, pomachała mu i gestem pokazała mu, żeby usiadł obok niej.
-Cześć.
-Cześć.
Blaise nie był pewien czy rudowłosa sobie z niego żartuje czy nie, jednak nie mógł narzekać na fakt, że kilka minut później rozmawiali jak przyjaciele, którzy znają się od kilku lat. Ginny opowiadała mu o trudnych relacjach z braćmi, problemach w nauce i nieciekawym związku z Potterem, on zaś mógł wyżalić jej się z odwiecznego konfliktu z Malfoyem i kłótniach z rodzicami. Gryfonka pozwoliła mu się wyżalić i wyrzucić z siebie coś, co ciążyło mu na sercu od bardzo dawna. Nawet nie zauważył, kiedy nastał wieczór. Ginny chyba też to dostrzegła, bo powiedziała:
-Mogę cię o coś poprosić?
-Oczywiście- Odpowiedział.
-Uczyń mnie szczęśliwą, Blaise.

Po czym złapała go za ręce i pocałowała w usta, a on był tak zdziwiony i oszołomiony, że nie miał siły protestować.

czwartek, 12 marca 2015

Nikt ważny

Witam was na Opowieściach z Hogwartu! Będą się tu okazywały opowiadania tzw. fanfiction potterowskie mojego autorstwa. Spis wszystkich opowiadań możecie znaleźć w "Księgach Zakazanych", z kolei w "Sowiarni" możecie reklamować swoje blogi oraz dawać propozycje na nowe miniaturki. Przed wami pierwsza z nich, zatytuowana "Nikt ważny".  Miłego czytania!
***
Ginny zawsze zastanawiała się, jak Draco może wstawać tak wcześnie, podczas gdy ona mogłaby z ochotą spać do południa. Zawsze, kiedy budziła się rankiem, jego już nie było. Raz, kiedy ją niechcący obudził, z ciekawości spojrzała na zegarek, który wskazywał piątą trzydzieści. Było tak odkąd pamiętała, czyli od kiedy została jego żoną. Któregoś ranka wbrew sobie wstała kilka godzin wcześniej niż zwykle. Spodziewała się, że spotka go w kuchni, bo przecież pracę zaczynał po południu. Myliła się.
Wrócił o dziewiątej dziesięć. Zdziwił się, kiedy zobaczył ją siedzącą przy stole w kuchni, bawiącą się różdżką. Zdenerwowaną i rozdrażnioną. Obok niej na stole leżał kubek z herbatą. Zdjął buty i usiadł koło niej.
-Gdzie byłeś?- zapytała, wpatrując się w swoją herbatę.
-Na spacerze.- Odpowiedział, nawet nie mrugając.
Uśmiechnęła się.
-Zawsze to robisz rankiem?
-Tak.
Przez kilka minut siedzieli w milczeniu tylko okazjonalnie wymieniając spojrzenia, gdy nagle zapytała:
-Towarzyszył ci ktoś?
Odpowiedział szybko, bez zastanowienia:
-Nikt ważny.
Resztę dnia spędzili w milczeniu.
***
Ksenofilius wiedział, że Luna nigdy nie wychodziła z domu w innych celach niż łowienie plumpków lub podziwianie chrapaków krętorogich, toteż zdziwiło go, kiedy nagle oznajmiła mu ni z tego ni z owego, że idzie się z kimś spotkać. Wyglądała inaczej, wręcz jak nie Luna. Jasne włosy spięła w kucyk, w miejsce naszyjnika z kapsli po piwie kremowym założyła wisiorek z perłami, prezent od niego na piętnaste urodziny. Na sobie miała ciemną, letnią sukienkę z falbanką. Wyszła bez pożegnania.
Wróciła po kilku godzinach, w podskokach przechodząc przez korytarz. Po chwili siedziała już w pokoju, uśmiechnięta od ucha do ucha.
-Gdzie byłaś? – Zapytał Ksenofilius wchodząc do pokoju.
-Szukałam ględatków niepospolitych. O tej porze roku aż roi się od nich w lesie za domem.
-Rozumiem. Mówiłaś, że się z kimś spotkałaś. Kto to był?
Luna popatrzyła przed siebie rozmarzonym wzrokiem. Po chwili tak samo marzycielskim głosem odpowiedziała:
-Ach, nikt ważny.
Więcej o tym nie rozmawiali.
***
Kiedy Hermiona Snape spytała swojego męża, dlaczego w piątkowy wieczór zostawia ją samą, podczas gdy on wychodził gdzieś ubrany w swój najelegantszy garnitur, ten zbagatelizował sprawę twierdząc, że jedzie do Hogwartu na spotkanie z dyrektorem. Takie zachowanie bardzo ją zdziwiło, ponieważ Severus był człowiekiem bardzo dokładnym, a o wszystkim informował ją wcześniej. Postanowiła jednak być dobrą, wyrozumiałą żoną i nie robić mu z tego powodu scen.
-Hermiono, czy ja kiedykolwiek cię oszukałem? Muszę pilnie spotkać się z dyrektorem. Widzisz, nauczyciel eliksirów jest obecnie niedostępny, więc szukają kogoś na zastępstwo. Jadę tam, żeby im dyskretnie odmówić.
Roześmiała się, wyobrażając sobie w jak bardzo „dyskretny” sposób jej mąż próbuje odmówić przyjęcia posady nauczyciela eliksirów.
-Wierzę ci. Jedź już, bo spóźnisz się na Express Hogwart.
Pocałowała go w usta na pożegnanie.
-Kocham cię, Hermiono.
-Ja ciebie też. Będzie ci ktoś towarzyszył w podróży?-Zapytała go, kiedy był już w drzwiach.

-Nikt ważny, naprawdę. Muszę już lecieć, do zobaczenia.- I wyszedł zostawiając ją samą z mętlikiem w głowie.